
Czar Paar to miejsce idealne, jeśli nie przeszkadza ci kilkunastominutowy spacer do sklepu, pianie koguta sąsiada ani poszczekiwanie od czasu do czasu wiejskiego pieska. To miejsce dla tych, co lubią przeciągać się leniwie nabierając w pierś rześkie powietrze z jodem z Roztocza. To drewniana chatka, która przenosi w czasie. Domek żyje własnym życiem, i choć tego nie widać, to czasem słychać, w postaci drapiącego w belkę zaprzyjaźnionego drewnojada. Miłośnicy PRL i vintage zdecydowanie się tu odnajdą. Tu stare rupiecie dostały drugie życie.
Domek pomieści 6 osób. Jak się uprzecie, to w stodole jeszcze kilka. Są tu dwa osobne pokoje oraz salon, łazienka i kuchnia.
W jednej z sypialni jest stuletnia dębowa szafa i łóżko dwuosobowe.








W drugim zaś dwa łóżka pojedyncze, na które spogląda z tv Alga Miś Uszatek w własnej osobie. Wszystkie łóżka są wygodne, a pościel w lecie pachnie wiatrem.





W salonie rozkładana dwuosobowa kanapa i biblioteczka, gdybyście zapomnieli swoich książek. Jest też kaflowy kominek. W chłodne dni możecie go rozpalić i ogrzać przy nim stopy, a jesienią suszyć na nim grzyby. Domek jest całoroczny, grzejemy gazem, więc jest cieplutko.






Łazienka to magia, sami się przekonacie. Jest tam wanna na lwich łapach i zlew na nogach od starego Singera, malowanych przez mojego dziadka.





Na tarasie najlepiej smakuje poranna kawa w bujanym fotelu i wieczorne pogaduchy z przyjaciółmi.

Można do nas ze zwierzakami, bo na ich punkcie mamy prawdziwego bzika. Wolelibyśmy, aby spały na swoich leżankach, ale jeśli w Waszych domach śpią z Wami, to mogą. Prosimy je jednak o wytarcie łapek zanim ulokują się na łóżku czy kanapie. Jeśli macie kota to idealnie, zatrudnimy go do łapania myszy.
Serce domu to cudowny piec kaflowy. Ci co potrafią go rozpalić mogą w nim upiec pizzę, chleb a nawet nasze roztoczańskie kaszaki, cebularze i podpłomyki. Podzielimy się przepisami. Ci co nie potrafią rozpalać, ale bardzo by chcieli (a my wychodzimy z zasady że jak się czegoś bardzo chce, to można), dostaną od nas instrukcję jego rozpalania. Pod warunkiem, że będą bardzo uważni, aby nie sfajczyć nam chałupki.
W piec kaflowy wbudowana jest kuchnia gazowa i piekarnik elektryczny. Jest też retro lodówka.










W białym kredensie będzie czekał na Was fajans z Włocławka. Uwierzcie mi, z tej zastawy wszystko smakuje lepiej. A ziółka z naszego sklepiku, pite z pruszkowskiej Irenki, to istny powrót do przeszłości.
Do Waszej dyspozycji oddajemy ogród z własnymi warzywami, owocami i ziołami. Są totalnie eko. Żyją bez żadnych nawozów, często bez plewienia, a czasem to i nawet wody do szczęścia nie potrzebują. Jeśli chcecie, to możecie go plewić, podlewać i pilnować, aby nam wszystko nie pomarło. Możecie pozbierać maliny i truskawki. Z grządki hyc! Na Wasze talerze.
W naszym sklepiku, w budynku gospodarczym, znajdziecie lokalne miody, dżemy i nalewki. A na Wasze życzenie dostarczymy też jajka prosto od kur mojej teściowej.
Jeśli jednak preferujecie jedzenie poza domem, mamy dla Was czytadło z naszymi roztoczańskimi knajpowymi polecajkami.






Nuda Wam u nas nie grozi. Jest kino letnie w stodole. Kojarzysz projektor Ania z PRL? Mamy taki. Mamy też rzutnik z wejściami na wszystkie lapki. Możesz tam pograć w planszówka albo popilnować pająki. Za stodołą zaś wychodek. To prawdziwy wehikuł czasu. Przy otwartych drzwiach wentylacja i widok na ogród. Totalna awangarda. Zabierasz tam do poczytania poezję lub prozę czy kawałek lokalnej gazety. W ogrodzie zbierasz kwiatki i ziółka, wrzucasz je do żeliwnej wanny i pluskasz się pod chmurką. Jeśli chcesz więcej SPA, to zadzwoń po moją mamę, potrafi w KOBIDO, bańkę chińską, w gorące kamienie, a i klasyczny robi świetnie. I ma na to papiery. A jeśli się stęsknisz za szopingiem to mamy w szopie sklep. Z naszym rękodziełem i lokalnymi wyrobami. Wieczory możesz spędzać przy ognisku lub rozpalić grilla.





